MANTRY CODZIENNOŚCI – JAK POZYTYWNIE WPŁYWAĆ NA SIEBIE?

Każdy z nas codziennie toczy ze sobą wewnętrzną rozmowę – mówi do siebie w myślach, a czasem także na głos.  Wbrew pozorom nie jest to oznaka choroby, a wręcz jak się okazuje – jest nam potrzebne do realizacji codziennych zadań. Jest to zdrowy odruch, który pomaga porządkować rzeczywistość, a komunikaty, które kierujemy do siebie w myślach odbierane są przez nasz mózg jak te wypowiadane na głos.

Nasuwa się więc wniosek, że ten wewnętrzny monolog ma ogromny wpływ na jakość naszego życia, motywację, zaangażowanie do działania, samopoczucie oraz na samoocenę.

Bardzo trafnie opisał to M.R. Kopmeyer w swojej książce „Praktyczne metody osiągania sukcesów”:

Twoje obecne położenie jest wynikiem wszystkich wcześniejszych refleksji. To one programują podświadomość, która z kolei prowadzi Cię ku życiowym celom. Podświadomość bowiem nie zajmuje się analizą, lecz tworzy wszystko to, na co wskazują Twoje myśli i czego pragniesz w życiu.
Wobec tego Twoje myśli muszą być właściwie ukierunkowane, ponieważ podświadomość nie rozważa i nie kwestionuje otrzymywanych rozkazów. Jeżeli więc zatrujesz ją rozmyślaniami o strachu, niepowodzeniu, nienawiści, gwałcie, chorobie i rozpaczy, Twoje życie stanie się zapewne dokładnym odwzorowaniem tych obaw,
Jeżeli natomiast podświadomość zostanie zdominowana przez wiarę w siebie, odwagę, miłość, determinację i współpracę, Twoje życie nabierze właśnie takich cech. Musisz zatem przekazać podświadomości swój slogan tak, by zawładnął nią całkowicie i zaczął kontrolować Twoje działania. W ten sposób przezwyciężysz wpływ wcześniejszych, negatywnych myśli i czynów, napełniając podświadomość SILNĄ WIARĄ w to, że zdobędziesz wszystko, czego tylko zapragniesz.

 

PRZYZWYCZAJENIA MYŚLOWE

Od pewnego czasu zaczęłam zwracać baczną uwagę na swoje myśli. Wyniki moich obserwacji były co najmniej niezadowalające.  Cofając się pamięcią wstecz zauważyłam, że towarzyszą mi pewne schematy i przyzwyczajenie myślowe, które delikatnie mówiąc nic dobrego do mojego życia nie wnoszą. Mam tu na myśli reakcje na określone wydarzenia, czy nawet podejście do codziennych obowiązków. Wydawać by się mogło, że gdy coś nie idzie po naszej myśli, to uzasadnioną reakcją może być zniechęcenie, blokada, złość, gniew.

Tymczasem nie ma dobrych, czy złych wydarzeń. To nasza reakcja na nie może być dobra lub zła. Dobrą wiadomością jest to, że tylko my mamy wpływ na to, w jaki sposób dane wydarzenie odbierzemy i czy zareagujemy pozytywnie, czy negatywnie. Tylko żeby tak się stało, musimy te przyzwyczajenia myślowe zauważyć i zmienić. A że nawyki najlepiej zmienia się innym nawykiem, więc postanowiłam sformułować sobie kilka zdań, którymi zastąpię negatywne myśli i schematy, gdy się pojawią.

MOJE MANTRY CODZIENNOŚCI

1. OGROM ZADAŃ / NIEPRZYJEMNE ZADANIE

Mam to szczęście, że mogę pozwolić sobie, aby dłużej rano poleżeć w łóżku. Pracując jako freelancer nie muszę śpieszyć się rano do pracy. Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony nie wisi nade mną żaden bacik, dzięki któremu w określonym czasie muszę wykonać poranną rutynę, taką jak ubranie się i przygotowanie śniadania. Z kolei z drugiej strony muszę mieć silną motywację wewnętrzną, aby rozpocząć pracę o takiej godzinie, która pozwoli mi skończyć ją o ludzkiej porze i wykorzystać wieczór na relaks. I chociaż lubię swoją pracę, to czasami ogrom zadań, które mam do wykonania danego dnia sprawia, że odwlekam moment „ogarnięcia się” w nieskończoność. Rezultatem tego rozmemłania zazwyczaj było przesiadywanie z pracą do późnych godzin nocnych.

Po lekturze książki „Super Better” wiem już, że to co się ze mną działo to po prostu NASTAWIENIE NA ZAGROŻENIE. Skoro nastawiam się negatywnie do jakieś czynności, to mogę to odwrócić poprzez NASTAWIENIE NA WYZWANIE. I zamiast wyobrażać sobie jak nieprzyjemne może być to, co czeka mnie po porannej rutynie, nastawiam się pozytywnie powtarzając sobie w myślach, a czasem i na głos: „Będzie super”, „Jaram się”. Zadziwiające jaką moc mogą mieć słowa, gdy umiejętnie ich użyjemy 🙂 Ta mantra pozwala mi zebrać się w sobie nie tylko rano, ale też za każdym razem, gdy z jakiegoś powodu odwlekam wykonanie jakiegoś zadania.

Jest też inny sposób zmiany NASTAWIENIA NA ZAGROŻENIE. Aczkolwiek ten sposób jest wynikiem moich obserwacji i szukania sposobów na „siebie”. W pierwszym sposobie staram się zmienić emocje, które mi towarzyszą, gdy myślę o tym, co muszę zrobić. Drugi z kolei polega na tym, aby „odpiąć” emocje od danego zadania, którego wykonać się nie chce. Siadam wówczas do biurka starając się usunąć od siebie myśl, że mi się nie chce, określam godzinę do której chcę skończyć pracę (koniecznie szybciej niż zwykle) i robię swoje z myślą „Get shit done!” 🙂

2. POSTANOWIENIA, NAWYKI

Ostatnio zrobiły się modne habit trackery i ja również uległam tej modzie. Wypisałam sobie kilka nawyków, które chciałabym, aby zostały ze mną na dłużej. Jednak życie jest życiem i nie zawsze sprzyja realizacji naszych postanowień. Czasami kończymy dzień tak zmęczeni lub zaczynając od początku – wstajemy lewą nogą, najprostsze zadanie sprawia nam największe trudności i nie mamy czasu, ani najmniejszej chęci aby zrealizować to, co sobie postanowiliśmy. W tej sytuacji z pomocą przychodzi jedno zdanie, które jak do tej pory mobilizuje mnie do działania: „Jeżeli ci się nie chce, zrób to”.

Nie przerywanie łańcucha w habit trackerze ma istotną korzyść jeżeli w przyszłości realizacja naszych celów również będzie polegała na codziennych małych krokach. Budujemy w ten sposób swoje POCZUCIE SKUTECZNOŚCI, czyli wiarę we własne możliwości. Jest to brakujące ogniwo pomiędzy motywacją, a samodyscypliną. A zbudować je możemy właśnie poprzez realizację postanowień i wywiązanie się z tego, co zapisaliśmy sobie w Habit Trackerze.

3. ROBIĘ COŚ NOWEGO I BOJĘ SIĘ…

Perfekcjonizm potrafi być dość przykrą cechą, jeżeli poświęcamy na coś swój czas (a czasem dużo czasu) a rezultatów naszej pracy nie chcemy pokazać światu. To dość skomplikowany dla mnie temat, bo zauważyłam, że często hamuje mnie w realizacji moich postanowień. I tak zastanawiam się co jest gorsze: (1) czy to, że pracuję nad czymś dość długo i teoretycznie mogłabym już skończyć, ale w głowie zapala mi się lampka, że to nie jest doskonałe? (2) Czy może to, że coś bardzo mnie ekscytuje, ale wiem, że dojście do sensownego poziomu umiejętności może zająć dużo czasu i w rezultacie nie robię nic? Eh….

W pierwszym przypadku sensownym wydaje się powtarzanie sobie: „Zrobione jest lepsze od doskonałego”.  W drugim – NAKAZ CELU, który będziemy powtarzać sobie, aż się ziści (ale bynajmniej nie od samego powtarzania:)) O co chodzi z nakazem celu? O to, aby powtarzać sobie swój cel, jakby już był rzeczywistością. Tu również komunikat musi być dostosowany do sytuacji.

4. SZCZĘŚLIWA CHWILA

Umiejętność odczuwania wdzięczności jest bardzo ważna, gdy chcemy aby nasze życie było szczęśliwe. Zazwyczaj jednak mamy tendencję do rozpamiętywania tych wszystkich złych rzeczy, które nas spotykają, nieświadomie przyciągając ich do siebie jeszcze więcej. Jeżeli więc czujecie się zdołowani i ciężar tych wszystkich złych zdarzeń was przygniata, to dobrym zwyczajem będzie prowadzenie dziennika wdzięczności. Chociaż na początku prowadzenie go może sprawiać pewne kłopoty, to po pewnym czasie zaczniecie zauważać, że wasze życie to nie pasmo porażek, ale też małych sukcesów i radości, których wcześniej nie dostrzegaliście.  Nie tylko na tym powinna kończyć się praca z dziennikiem wdzięczności. Gdy już zorientujecie się, które czynności sprawiają wam radość, to kolejnym krokiem powinno być zauważanie ich w momencie ich zaistnienia oraz pełne odczuwanie wdzięczności wraz ze słowami: Dziękuję, proszę o więcej!

5. KTOŚ COŚ POWIEDZIAŁ/ZROBIŁ

Pewnie nie raz spotkaliście osobę, która w waszym mniemaniu zrobiła lub powiedziała coś złego na wasz temat. Ja miałam taką nieprzyjemność wielokrotnie. Miałam też jednak szczęście spotkać na swojej drodze życia osobę, która reagowała na nieprzyjemności skierowane w jej stronę zupełnie inaczej niż ja bym to zrobiła. I moja odpowiedź najczęściej w takich sytuacjach (złość) kończyła się zaognieniem konfliktu lub totalnym dołem, o ile nie płaczem.

Reakcja i odpowiedź mojej koleżanki najczęściej rozładowywały atmosferę i były bardzo rozwijające i inspirujące do dalszej pracy. W imię zasady, że żadne wydarzenie nie jest złe, a tylko nasza reakcja powoduje, że może tak się stać koleżanka ta na wszelkie nieprzyjemności zazwyczaj reagowała uśmiechem (lub serdecznym śmiechem) i szukała pozytywów. Gdy skradli jej samochód i wszyscy jej współczuli zastanawiając się jak się czuje – ona chodziła uśmiechnięta i cieszyła się, że będzie teraz zmuszona w końcu ruszyć cztery litery ujeżdżając swój rower. Gdy inna koleżanka z pracy powiedziała coś kontrowersyjnego na temat jej pracy – ona zadziornie odpowiedziała coś śmiesznego, co rozładowało atmosferę.

Cały czas uczę się takiego podejścia i mantry jakie sobie wymyśliłam zależne są od sytuacji. Gdy zdarzy się coś niefortunnego staram się nie analizować sytuacji tylko szukam pozytywów, np: Dzięki temu, że zdarzyło się X mogę/nauczę się….X. Gdy ktoś powie coś niemiłego myślę: On/ona nie miał na myśli nic złego. To tylko ja to w ten sposób odbieram. Zazwyczaj brak negatywnej reakcji i czas wyjaśnia sytuację i rzeczywiście właśnie okazuje się, że patrzałam na ten przykry dla mnie komentarz przez swój pryzmat, nie biorąc pod uwagę co kryje się za komunikatem, który właśnie dana osoba mi przekazała.


To na chwilę obecną wszystkie mantry, z którymi codziennie pracuję. Chodzi mi po głowie jeszcze wymyślenie mantry w celu USPOKOJENIA SIĘ. Niestety nie udało mi się wymyśleć nic sensownego. Może ktoś chciałby zdradzić mi swój sposób lub zdanie, które powtarzane w chwilach stresu potrafi realnie przynieść ukojenie?

 

  • Kiedyś słyszałam, że jesteśmy tym, o czym myślimy. Pracuję nad swoimi myślami, kontroluję narzekanie i staram ucinać nastawienie na zagrożenie. Dodam, że to wcale nie jest łatwe 🙂