DZIEŃ BURRITO – COŚ O CZYM ZAPOMINAMY SZUKAJĄC MOTYWACJI

Temat motywacji wałkowany był już chyba na wszystkie sposoby przez wiele osób tworzących cokolwiek w internecie. Nic dziwnego, bo w dzisiejszych czasach szukamy motywacji niemalże jak Świętego Graala. Namiętnie przeglądamy internety z nadzieją, że te wszystkie artykuły z motywacyjnymi radami lub wyzwaniami i kolorowe zdjęcia dadzą nam kopa do działania i nakierują nasze życie na właściwe tory.

Gdy pomimo wielu bodźców, którymi karmiliśmy się cały dzień, po raz kolejny nic nam się nie chce i robimy wszystko po łebkach (lub wcale), to czujemy ogromne wyrzuty sumienia. Wmawiamy sobie, że jesteśmy leniwi lub do niczego, bo po raz kolejny nam się nie udało.

Błąd! Sztuka efektywnego motywowania się (i skutecznej realizacji swoich celów) wcale nie polega na codziennym inspirowaniu się poprzez podglądanie tych wszystkich osób, które odniosły sukces. Nie polega też na podążaniu za radami, które w ich przypadku były skuteczne. Szukając motywacji zapominamy o jednej ważnej kwestii. Aby móc w odpowiednim momencie i w ważnych dla nas sprawach dać z siebie 100%, trzeba też umieć odpoczywać na 100%. To jest tak proste, jak wyczerpany zbiornik paliwa, który musimy napełnić, aby móc dalej jechać. Niby logiczne (pewnie pomyślicie, że banał), ale czy tak samo jak tankujemy auto, tak dajemy sobie prawo do odpoczynku i naładowania baterii? Czy pozwala nam na to nasze otoczenie (szef, rodzina)?

NAGA PRAWDA O MOTYWACJI

NAUKA O ZARZĄDZANIU CZASEM, KTÓREJ BRAK

Mam dziwne wrażenie, że w naszym obecnym systemie edukacji jest jakaś luka, która nie mam pojęcia z czego wynika. Wchodząc w dorosłość powinniśmy posiadać wiele umiejętności, o których nawet nie usłyszymy na szkolnych lekcjach. Mogłabym wymienić tu całą masę takich umiejętności, ale tego nie zrobię. Skupię się za to na dwóch – na zarządzaniu czasem i sztuce odpoczywania.

Wiemy już dzisiaj, że człowiek skuteczny, ale i szczęśliwy to taki, który potrafi zarządzać sobą w czasie. To człowiek, który wie, że aby efektywnie działać w życiu zawodowym potrzebuje czasu, aby po zwiększonym wysiłku odbudować siły. Tymczasem od małego wpaja się nam zupełnie coś innego. Po skończonych zajęciach w szkole dzieci dostają całą masę zadań domowych, nad którymi siedzą do późnych godzin wieczornych lub nawet nocnych. Dobrego przykładu w tym zakresie w szkole brak. Nie lepiej wygląda sprawa z rodzicami, którzy niestety jeszcze podsycają i wzmacniają kult bycia nieustannie zajętym, zapisując dzieci na liczne zajęcia pozalekcyjne. Sami zresztą nie dają właściwego przykładu zabierając pracę do domu (tak w skrócie) i pokazując w ten sposób, że należy być cały czas zajętym. W taki oto sposób wyrosło całe pokolenie osób, które nie potrafią zarządzać sobą w czasie, nie potrafią też zarządzać swoją energią, ani też skutecznie ją odbudowywać dając sobie prawo do odpoczynku. Całe szczęście coraz więcej zwraca się na to uwagę i mówi głośno w internecie, jak chociażby tutaj:

Motywacja do naukiDo tej pory sama narzekałam na to pokolenie, o którym mowa na screenie powyżej. Do czasu gdy mój prywatny zbiornik paliwa się wyczerpał, a ja łapałam się za głowę nie wiedząc o co chodzi. A chodzi o motywacyjną sinusoidę….

MOTYWACYJNA SINUSOIDA

Kwestię motywacyjnej sinusoidy pięknie opisała już Eliza Fashionelka, dlatego pozwolę przytoczyć sobie jej słowa:

Rok temu wybrałam się ze znajomymi na wykład motywacyjny i… olśniło mnie! Tzn. coach mnie olśnił. Facet pokazał na rzutniku sinusoidę i zaczął tłumaczyć, że nie da się być wiecznie w formie, że to zupełnie normalne, gdy raz sypiemy pomysłami z rękawa, a kiedy indziej nie mamy ich wcale. Żeby był wzlot, wcześniej musi być upadek. Potrzebujemy tego. Potrzebujemy upadku, by wziąć się w garść i znowu wejść na szczyt. Potrzebujemy upadku, by docenić to, co wcześniej pomogło nam na ten szczyt wejść. Taka sinusoida gwarantuje nam rozwój! Później coach narysował linię prostą równoległą do osi. Powiedział wtedy, że tak wygląda wykres średniaków. Ludzi, którzy nie mają celów, pragnień, nie realizują marzeń i wiodą nudne życie. Nie mają odwagi, by wspiąć się na szczyt, bo boją się upadku. Dlatego nie wychodzą ze swojej strefy komfortu.

Cały wpis na ten temat można przeczytać na jej blogu TUTAJ.

DZIEŃ BURRITO – CO MA WSPÓLNEGO Z MOTYWACJĄ?

Dzień Burrito z Nochtlii

O co chodzi z dniem Burrito? 🙂 Bynajmniej nie o to, aby wsuwać cały dzień tylko Burrito 🙂 Tej nazwy nie wymyśliłam samodzielnie, bo podpatrzyłam ją u Nochtlii, którą obserwuję na Instagramie. Dzień Burrito to inaczej nazwa dnia, w którym pozwolimy sobie na całodniowe nic-nie-robienie owinięci w pościel jak naleśnik lub właśnie Burrito 🙂

W życiu nie pomyślałabym, że coś tak prostego może być aż takim wyzwaniem. I bynajmniej nie mam na myśli tylko leżenia plackiem całego dnia w łóżku, bo i takie dni mi się zdarzały. Wyzwanie z DNIEM BURRITO polega na tym, aby pozwolić sobie na taki dzień, w którym nie przyjdzie nam do głowy ani jedna myśl o tym, że coś musimy, że świat gna do przodu, a gdy odpoczniemy chwilkę, to nie zdołamy go już dogonić. W świecie, który pędzi i w którym wmawia się nam, że każdego dnia powinniśmy doświadczyć czegoś nowego, osiągnąć kolejny cel lub chociaż zrobić jeden krok ku jego realizacji, pozwólmy sobie na chociaż jeden dzień w tygodniu owinięci w kokon nieświadomości… Pozwólmy sobie naładować baterie, zresetować głowę, dajmy sobie odpocząć….


To kto podejmuje ze mną wyzwanie z DNIEM BURRITO? 🙂