Body-shaming, wyleczyć Hashimoto i co we mnie lubisz najbardziej [TYGODNIK]

Miniony tydzień mogę sklasyfikować jako jeden z cięższych jakie ostatnio mi się przytrafiły. Skumulował się w nim dni, gdy zwyczajnie za mało było snu, kłótnie ze współpracownikami, próba sprostania oczekiwaniom,co wiązało się z dużą ilością pracy dodatkowej, jak i uparte próby pogodzenia tego z moją ogromną chęcią znalezienia work-life balance.

A teraz trochę pomarudzę…

Osobom, które chorują na Hashimoto najczęściej zaleca się regularny sen oraz unikanie stresu. Niestety ten tydzień obfitował w dni, w których sen był bardzo krótki i mocno nieregularny. Wielokrotnie przekonałam się już, że snu potrzebuję więcej niż inni. Było tak już w podstawówce, jest tak i teraz. Więcej czasu też potrzebuję, aby dojść do siebie po nieprzespanej nocy. Jest to coś, czego zupełnie nie mogą zrozumieć osoby, które mnie otaczają.

Mnie samej ciężko jest się z tym pogodzić, bo po zbyt małej liczbie przespanych godzin, zwyczajnie robię się niekumata, nie mogę się na niczym skoncentrować i mam wrażenie, że mam w głowie mgłę. Podczas, gdy znajomi skaczą z imprezy na imprezę, kolekcjonują doświadczenia, żyją – ja staram się po pracy wykrzesać z siebie trochę sił, aby ogarnąć rzeczywistość [ czytaj – pranie, sprzątanie].

Cały czas usiłuję wypracować sobie jakąś rutynę. Życie jednak ciągle zaskakuje i nie mam tu na myśli tylko zaskakiwania negatywnego. Pogoda w sierpniu trochę się poprawiła, więc pojawiło się też więcej możliwości ciekawego spędzania czasu, a ja…. po prostu zasypiałam, gdy tylko mogłam sobie na to pozwolić.

Tyle w kwestii marudzenia…

MOJE WORK LIFE BALANCE

Pozwoliłam na to, aby moje work-life balance zostało już dawno temu solidnie zaburzone. Konsekwencją jest wypalenie zawodowe z jakim zmagam się od dłuższego czasu. Paradoksem jest to, że cały dzień czekam na moment, kiedy będę mogła po pracy zająć się swoimi sprawami. Najczęściej te sprawy to jednak obowiązki lub dodatkowe zajęcia, jakie wzięłam sobie na głowę. Po pracy jestem jednak tak zmęczona, że  zabieram się za nie dopiero późnym wieczorem, kiedy powinnam odpoczywać. Do późnych godzin nocnych walczę z tym, co powinno być zrobione w innych godzinach, a na drugi dzień nie mam siły, ani ochoty na pracę właściwą. Męczę się więc okrutnie i zmuszam do wszystkiego, podczas gdy inni wytrwale pracują.  I błędne koło się zamyka.

Jakiś czas temu postanowiłam popracować nad tym wprowadzając więcej wyjść wieczorami i w weekendy. W tym tygodniu udało mi się zaliczyć przepiękny zachód Słońca w Dębkach. Było wyjątkowo ciepło, duszno i magicznie…

Zdjęcia nie są w stanie tego oddać, ale było to jedno z piękniejszych zachodów Słońca, jakie widziałam.

W niedzielę za to kolega zaskoczył mnie propozycją wypadu na Łeba Love Festival. Byłam sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, gdyż nie bardzo przepadam za techno. Gdy inni skaczą i się cieszą przy takiej muzyce, u mnie pojawia się nostalgia i cała magia imprezy zdycha. Tym bardziej więc byłam zaskoczona, gdy DJ Tonka zagrał zremixowane stare kawałki, do których nawet ja miałam ochotę poskakać.

Zgodnie z zasadą MAKE EVERY DAY COUNT postanowiłam uważniej przyglądać się temu, co zajmuje mi głowę na codzień. Przeraża mnie to, że w ciągu roku jest tyle dni, których nie pamiętam. Wypełniam swój dzień różnymi sprawami, czytam ciekawe książki, oglądam filmy,ale bardzo rzadko pamiętam na dłużej, o czym były. Postanowiłam więc, że na łamach TYGODNIKA spisywać będę również książki i filmy, które obejrzałam i refleksje, jakie we mnie wywołały.

W tym tygodniu obejrzałam film ” The Circle”. Zaciekawił mnie ze względu na aktorów w nim grających – Emma Watson i Tom Hanks, ale też ze względu na temat, który akurat poruszaliśmy niedawno kilkukrotnie  w gronie znajomych.

Do tej pory byłam osobą, która była zachwycona rozwojem nowych technologii, nowych narzędzi dostępnych w internecie, oraz zachwycona tym, że wszystko w tym internecie było. Do niedawna widziałam same pozytywy z posiadania konta w social mediach, a duża ilość rekordów po wpisaniu własnego nazwiska w wyszukiwarkę była dla mnie synonimem sukcesu w życiu.  Obecnie czuję się coraz bardziej tym przytłoczona. Ilość aplikacji, programów i możliwości, jakimi bombardują nas codziennie wprowadziła taki chaos w moim życiu, że sama nie potrafię zdecydować, z czego korzystać.Widzę więc coraz więcej negatywnych aspektów w tej dziedzinie i coraz częściej mam ochotę uciec…dokładnie tak jak jeden z bohaterów filmu.

Jest to drugi film, na który się natknęłam, traktujący o wpływie nowoczesnych technologii na nasze życie. Pierwszy, który obejrzałam, to krótki serial Black Mirror.

 

ZASKOCZENIA TYGODNIA

W ramach wykonywania ćwiczeń z Dziennika Coachingowego Kamili Rowińskiej zapytałam znajomych, co we mnie lubią najbardziej. Odpowiedzi lekko mnie zaskoczyły 🙂

Z serii zaskoczeń tygodnia, pojawiło się na insta zdjęcie kobiety będącej na niskokalorycznej diecie i niećwiczącej i tej samej kobiety z wyższą kalorycznością posiłków i chodzącej na siłownię. Niby fakt powszechnie znany, ale dopiero to zdjęcie uświadomiło mi, że to do czego chcę dojść, czyli szczupłe, proporcjonalne ciało, niekoniecznie zdobędę jedząc same warzywka.

HEJT I BODY SHAMING

W tym tygodniu też poruszyłam w firmie, w której pracuję temat hejtu i body shamingu prowadzony przez jednego z pracowników będącego na jednym z wyższych stanowisk. Najgorsze jest to, że cały czas istnieje ciche pozwolenie na tego typu zachowania. Sprytnie chowa się je pod płaszczyk dominującego, silnego charakteru tejże osoby oraz zadziornych, męskich żartów, z których przecież każdy się śmieje. No każdy… oprócz osoby, której żarty dotyczą. No bo jak kobieta kobiecie może powiedzieć, że jej usta wyglądają jak dupa orangutana i prześmiewczo nazywać ją „warą” na zapleczu. Muszę jeszcze wspomnieć, że najczęściej takie żarty i wyśmiewanie się z dominujących cech fizycznych danej osoby miało miejsce wówczas, gdy osoba stosująca body shaming uznała, że wyśmiewanej osobie coś się nie udało w pracy, uznała ją za słabszą. Nadmienię, że dziewczyna przestała malować usta, żeby były mniej widoczne, chociaż w firmie mamy make-up code, który nakazuje kobietom mieć staranny make-up. To tylko jedno z chamskich zachowań tejże osoby. Sama lubię bardziej zadziorne rozmowy, żarty, nawet takie małe „dopierdalanie sobie” dopuszczam, gdy mam dobry kontakt z daną osobą i wiem, że ona raczej będzie się z tego śmiała, albo będzie się śmiała ze mną. Jednak na hejt i body shaming jestem uczulona i mam nadzieję, że więcej osób będzie zauważało takie zachowania i będzie umiało się im przeciwstawić.

KSIĄŻKI O HASHIMOTO

W sugestiach od Google zauważyłam, że na jesień mają zostać wydane książki o Hashimoto. Do tej pory tyle się naczytałam o tym w internecie, że nie miałam ochoty zgłębiać jakiejkolwiek książki na ten temat, gdyż bałam się, że znowu będzie o tym samym, czyli ciągłe wałkowanie objawów i ogólne, płytkie rady jak sobie z tym radzić. Zaciekawiły mnie jednak tytuły tych książek i z niecierpliwością czekam na datę ich wydania.

WARTO PRZECZYTAĆ

  1. O sensie życia na Planeta świadomości
  2. Dużo kalendarzy, plakatów, planerów różnego rodzaju do darmowego wydruku u Archistacja